Cześć!

Długo nie mogłyśmy się zdecydować o czym powinien być pierwszy wpis na blogu.. Powinien chyba jakoś o nas, o tym co robimy i o czym będziemy pisać [i dlaczego warto to czytać!], ale okazało się, że wcale do pisania o sobie nie jesteśmy takie wyrywne.. Co innego o tym co nas kręci, więc postanowiłyśmy bez przesadnych wstępów przejść od razu do [pierwszej] rzeczy.

 

Prowokacje żeby akurat o wabi-sabi z dalekiej Japonii były dwie: przeczytany ostatnio kolejny poradnikowy tekst na ten temat i znaleziona na śmietniku gliniana donica z Bolesławieckich Zakładów Ceramicznych Przemysłu Terenowego [1964-1980] pomalowana olejną farbą na paskudny [mimo że] zielony kolor.

Okazuje się, że i my mamy coś na temat tego najgorętszego trendu sezonu do powiedzenia. Już zresztą mówiłyśmy kiedyś, że to nie jest wcale takie trudne i że podejrzewamy, że każdy ma w domu trochę wabi-sabi. Twierdzimy to wszystko nadal. To jest filozofia, w zgodzie z którą celebrujemy „zużytość” rzeczy.  Dostrzegamy i cieszymy się historią jaką posiadają przedmioty w naszym domu. Nie pozwalamy marnować się rzeczom – jeśli coś działa lub/i dobrze wygląda, po co zastępować to nowym? I tu się właśnie dałyśmy sprowokować. Kolejny raz trafiłyśmy na tekst zawierający inspiracje jak urządzić dom wabi-sabi, kupując nowe przedmioty wpisujące się w tę stylistykę. I świetne to były rzeczy zazwyczaj, tyle że niepotrzebne. Bo to wcale nie musi to być nowa rzecz [w wersji dla zaawansowanych przeszukujemy śmietniki i trafiamy na wspomnianą donicę, w wersji light szperamy po internecie i pchlich targach, a także zbieramy po znajomych i rodzinie]. Chyba nawet nie powinna.. No i wcale nie trzeba tego projektować. To już się dzieje. Już wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej wabi-sabi.

 

Żeby nie być gołosłownymi.. Psiarze i kociarze, jak najbardziej – „mam stare fotele z dziurami, bo sierściuch ma cel rozszarpać cały świat”, wielbiciele PRLowskiego wzornictwa, poszukiwacze z pchlich targów, ale i ludzie którzy mają w domu jedną rodzinną pamiątkę, ale za to na honorowym miejscu. Wszyscy, którzy kiedykolwiek skleili ucho w ulubionym kubku i posadzili kwiatka w czymś co pierwotnie nie było doniczką. Brzmi znajomo?

P.S. A propos kwiatków. Szukaliście kiedyś kwietnika na ścianę? Pojawiło się w ostatnich latach kilka marek, które robią świetne kwietniki [swoją drogą stylizowane na PRLowskie] – Bujnie, Kwietnik  – ale zasadniczo w sklepach nie tak łatwo coś pod kwiatka znaleźć.

A kiedyś wisiały w każdym domu, co nie?

0 comments on “Cześć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *